Monthly Archives: Listopad 2011

Einherjer – „Norron Kraft” – zaskakujący najazd metalowych Wikingów.

Einherjer

Po rozpędzonych japońskich metalowcach postanowiłem przenieść się do Skandynawii i zasmakować nieco innych dźwięków, a że wikingowie często proponują muzykę niezwykłą i pasjonującą zapraszam do lektury recenzji traktującej o najnowszym dziele Einherjer, grupy która jak feniks powstała ponownie i zaoferowała słuchaczom nowe dokonanie pod tytułem „Norron Kraft”. Od wydania w 2003 roku płyty „Blot” minęło juz sporo czasu podczas których Einherjer zwyczajnie nie istniał i do 2008 roku nic nie wskazywało na to, że ma zamiar się reaktywować. „Norron Kraft” był dla mnie w związku z tym pewnym zaskoczeniem bo najzwyczajniej o grupie zapomniałem, a dodając do tego niezbyt udany „Blot”, właściwie spisałem ich na straty. Każdy ma prawo się pomylić i dostać obuszkiem po łbie za swoje chwile zwątpienia.

Galneryus – „Phoenix Rising” – power metal z kosmosu!

galneryus

Rozhulali się nam w 2011 roku japońscy przedstawiciele sceny metalowej. Niemal co miesiąc dostajemy z Azji kolejną płytę, a teraz swoje nowe dzieło zatytułowane „Phoenix Rising” pokazał światu power metalowy Galneryus. Grupa powstała w 2001 roku i może pochwalić sie sporym dorobkiem płytowym. Wszystkim fanom speed, power metalu i klasycyzujących elementów ich muzyka jest zapewne dobrze znana, a jeśli nie to warto nadrobić zaniedbanie albowiem Galneryus to techniczna ekstraklasa gatunku. Taka tez jest ich najnowsza produkcja „Phoenix Rising”. Zabójcze tempa, galopady, techniczne popisy instrumentalistów i japońska perfekcja. Wystarczy posłuchać „Tear Off Your Chain” aby zostać znokautowanym gitarowymi i klawiszowymi popisami.

Iced Earth – „Dystopia” – jakość gwarantowana.

Iced Earth_fot_Justin Borucki

W połowie października, w ręce słuchaczy trafiło nowe wydawnictwo grupy Iced Earth. Zespół doskonale znany fanom przygotował swoją dziesiątą studyjną płytę w trwającej od 1984 roku karierze. Lider grupy, Jon Schaffer miał niemały kłopot bowiem szeregi grupy opuścił po raz kolejny Matt Barlow, zamierzając poświęcić się życiu rodzinnemu. Iced Earth nie ma szczęścia do wokalistów i zapewne Stu Block, który właśnie zajął miejsce za mikrofonem może czuć dyskomfort będąc piątym wokalistą grupy. Zwykle wokalista jest swojego rodzaju wizytówką grupy, a w przypadku Iced Earth za kwestie wokalne odpowiedzialni byli już Gene Adam, John Greely, Tim Owens i dwukrotnie Matt Barlow, a jednak grupie, która tak często zmienia śpiewaków udało się zyskać uznanie fanów i przy tym zachować wysoką jakość swoich wydawnictw. Na swój sposób jest to fenomen. Dodać wypada, że materiał na nowy album powstał podczas oglądania filmów i picia piwa. Ciekawy sposób na stworzenie płyty, którą wielu recenzentów uznało już za najlepsze dzieło w historii grupy.