Amberian Dawn – „Circus Black” – symfoniczny power z północy

Amberian Dawn - fot Quispiam

Finowie to jednak dziwny naród. Raz już pisałem, że symfoniczny power metal lub metalowy folk to ich eksportowa specjalność i mogę śmiało napisać to po raz kolejny za sprawą albumu „Circus Black” grupy Amberian Dawn. Jeżeli komuś mało jest Nightwish i podobnych do ich twórczości dźwięków może śmiało sięgać po dzieło Amberian Dawn. Znajdzie na „Circus Black” równie rozbudowane aranżacje, dopieszczoną produkcję, a nawet przypominającą momentami Tarję Turunen wokalistkę. Mogę też bez zdradzenia tajemnicy napisać, że Amberian Dawn śmiało czerpie garściami z twórczości bardziej utytułowanych zespołów. Nawet okładka „Circus Black” jest wyraźnym tego czerpania dowodem.

Otwierający „Circus Black” od którego płyta otrzymała swoje miano to niemal klasyczny przykład zapatrzenia w dokonania tuzów symfonicznego metalu. Jest odpowiednio podniośle, operowe zaśpiewy Heidi Parviainen moim zdaniem stoją na wyższym poziomie niż  Anette Olzon w konkurencyjnym Nightwish, natomiast panowie łoją może odrobinę mocniej od kolegów. „Circus Black” to dobry numer na singiel ale nie da się ukryć, wtórny okropnie. „Cold Kiss” zbliży nas do sceny power metalowej. Części spokojniejsze kontrastują z gitarowymi galopadami. Mniej tutaj wysuniętego na przód symfoniczno klawiszowego rozbuchania, przez co riffy zyskują na znaczeniu. Jeżeli ktoś zdążył zatęsknić za atmosferą, orkiestrą albo chórami to „Crimson Flower” w pełni wynagradza czekanie. Wpakowali w ten numer taką masę produkcji, że momentami jest wręcz groteskowo. Obiecali w tytule „czarny cyrk” to i obietnicę spełniają. „Charnel’s Ball” świetnie pasuje do ukazania na taśmie filmowej ciężkiej doli chłopa w XIX wiecznej Finlandii pomimo, że zespołowi chodzi o coś zupełnie innego, to takie moje dosyć karkołomne skojarzenie. „Fight” może być sympatycznym numerem gdyby wywalić te solówkowe popisy podane w przesadnej ilości. Z operą też przesadzili. Irytuje mnie w ich kompozycjach brak umiarkowania, a przecież „prościej” nie znaczy wcale gorzej. Fani tego typu popisów powinni jednak być zachwyceni, a ja czuję się momentami stłamszony. Chętni na balladę mogą puścić utwór „Guardian”. Niczym specjalnym co prawda od innych ballad ta się nie różni ale skoro konwencja przewiduje, że na albumie musi być ballada to i jest. Dzieło wieńczy power-ultra-mega-symfoniczny i momentami nieźle rozgalopowany „Lily Of The Moon”.

Nie ma co sztucznie przedłużać opisywania moich wrażeń ze słuchania Amberian Dawn bo jeśli ktoś kocha symfoniczny power metal to pewnie będzie dokonaniem Finów zachwycony. Jeżeli natomiast szuka nowych rozwiązań i pomysłów, które mogą mieć wpływ na rozwój, nie ma co ukrywać, dosyć skostniałego nurtu, na „Circus Black” nic takiego nie znajdzie. To poprawna i sprawnie przygotowana produkcja ze wszystkimi zaletami i wadami gatunku. Amberian Dawn zna swoje rzemiosło i pewnie tworzona muzyka przynosi im satysfakcję, gorzej jest jednak ze mną bowiem nie wyobrażam sobie aby „Circus Black” na długo zagościło w odtwarzaczu. Najgorsze, że nie potrafię wskazać na tym albumie utworu, który zostałby ze mną na dłużej. Poprawna płyta poprawnego zespołu i dlatego ocena również poprawna. Ani rozczarowania ani rewelacji.

5/10

Amberian Dawn – „Circus Black”
Luty 2012
Wytwórnia: Spinefarm

 

Lista utworów:
1.”Circus Black”
2.”Cold Kiss”
3.”Crimson Flower”
4.”Charnel’s Ball”
5.”Fight”
6.”Letter”
7.”I Share with You This Dream”
8.”Rivalry Between Good and Evil”
9.”Guardian”
10.”Lily of the Moon”

DeWu