Anthem – „Heraldic Device” – japoński melodic metal.

Anthem_band

Grupa Anthem to przedstawiciele azjatyckiego metalu, a „Heraldic Device” jest ich najnowszą płytą, której poświęcony będzie ten tekst. Grupa powstała w 1981 roku i z różnymi przerwami oraz zmianami w składzie funkcjonuje do dzisiaj będąc jednym z weteranów japońskiej sceny obok Loudness czy Earthshaker.

Nie ma jednak co liczyć na egzotykę bo przy pierwszym kontakcie z „Heraldic Device” najwięcej jest nawiązań do szwedzkiej melodyjności i niemieckich brzmień plastikowych parapetów (znaczy, instrumentów klawiszowych). Można również pomyśleć o brytyjskiej scenie nowego metalu z lat osiemdziesiątych. Made in Japan są jednak wokalne wyczyny Eizo Sakamoto, pomimo, że wszystkie utwory mają angielskie tytuły to sposób wykonania jest mocno od wysp odległy. Przebojem jest za to pytanie, które usłyszałem podczas słuchania na domowym nagłośnieniu – czy to może grupa z Ukrainy?

Utwory składające się na „Heraldic Device” dają wyraźne świadectwo mocnego zafascynowania Anthem metalem lat osiemdziesiątych. Pełno tutaj galopad od Iron Maiden, nawiązań do Judas Priest, a także momentów kiedy pachnie nawet Motorhead, gdyby oczywiście nie wokale. „The Sign”, który rozpoczyna wydawnictwo to bardzo ładny melodyjny power metal z klawiszowymi wstawkami i obowiązkowymi solówkami. Może momentami zbyt melodyjny nawet. „Contagious” galopuje solidnymi riffami i motorycznym basem, a jedyne co nie skłania mnie do postawienia go obok klasyków gatunku to głos Eizo. Niestety nie jest mnie w stanie do siebie przekonać. Anthem zwalnia odrobinę dopiero przy utworze „Blind Alley”, którego podobieństwo do amerykańskich grup pudel metalowych lat osiemdziesiątych jest uderzające. Są również przebojowe, festiwalowe refreny. Moimi faworytami są za to „Rockbound” i „Code of The Silence”. Oba rozpędzone, miażdżące riffami i zwyczajnie, solidne. Ten drugi na dodatek wyłącznie instrumentalny i epatujący mnóstwem solówek. Potem następuje lekkie obniżenie zarówno tempa jak i lotów kompozycji. Nie zdołali wykonaniem „In The Dead Of Night” i „Remains” wywołać żadnej mojej reakcji. Przelatują sobie te numery gdzieś obok. Kończą „Living Proof”, który rozpoczyna się niemal jak jedna z klasycznych kompozycji Iron Maiden. Dalej jest niestety gorzej.

Nowe wydawnictwo Anthem wyprodukowane jest na całkiem przyzwoitym poziomie i trudno się do czegoś przyczepić. Brzmi jak powinno, a co do instrumentalnych umiejętności poszczególnych muzyków również nie mam wątpliwości. Jego największą wadą jest nijakość. Ta płyta nie odrzuca ani nie zachwyca. Wygląda na to, że to po prostu solidna japońska kopia europejskiego metalu z momentami amerykańskimi. Może to i dziwnie brzmi ale tak słychać. Ocena również tylko przeciętna.

5/10

Anthem – „Heraldic Device”
Lipiec 2011
Wytwórnia: JVC Music Japan

Utwory:
01. The Sign
02. Contagious 
03. Go! 
04. Blind Alley 
05. Rockbound
06. Wayfaring Man 
07. Code Of The Silence 
08. In The Dead Of Night 
09. Remains
10. Living Proof

DeWu