At Vance – „Facing Your Enemy” – power metalowa zadyszka!

At Vance

Niemiecka grupa At Vance wydała niedawno swój dziewiąty studyjny album pod tytułem „Facing Your Enemy”. Łatwo stwierdzić, że nie są debiutantami. Na dzień dzisiejszy At Vance to właściwie zespół, którym dyryguje Olaf Lenk, jeden ze współzałożycieli. „Facing Your Enemy” jest trzecim albumem na którym za mikrofonem stoi Rick Altzi, obdarzony przyzwoitym głosem i całkiem zadziorną barwą. At Vance od lat przyzwyczajał słuchaczy do melodyjnego power metalu, który raczej nie drażni słuchacza szaleńczym galopem, wrzaskiem czy też eksperymentami. Wszystko w ich muzyce jest skrojone pod swoisty rodzaj metalu bezpiecznego i przyjemnego dla ucha. I to chyba największy zarzut jaki z miejsca mogę postawić „Facing Your Enemy”. Wszystko już słyszeliśmy wielokrotnie i o ile kiedyś mogło zaintrygować to aktualnie już tylko nuży,  pozycja grupy na niemieckojęzycznym rynku wydaje się być jednak niezagrożona.

Na początek nie podoba mi się już sama okładka. Jakaś taka słodko gorzka popierdółka z wyraźnie doklejonymi łabędzimi skrzydłami i kiepską mordą widoczną pod wodą. Grafik się nie popisał. Jedynie drzewa w tle jakoś się bronią. Nie oceniajmy jednak muzyki po opakowaniu chociaż przy „Dragonchaser” mieli jeszcze gorszą. W otwierającym płytę „Heaven is Calling”  panowie serwują power metalowe granie z riffami, klawiszowymi zagrywkami w głębokim tle i całkiem przyzwoitym wokalem. Jest na tyle ostro aby można mówić, że to metalowcy i na tyle bezpiecznie aby nie posądzić zespołu o jakieś ekstrema. W sumie, takich numerów są tysiące i jeżeli któremuś udaje się osiągnąć większą popularność to tylko dzięki doskonałej promocji. Wszyscy muzycy grają tutaj sprawnie, rzecz jest dopieszczona i… nijaka. I taka jest ta płyta, już tytułowy „Facing Your Enemy” nie pozostawia cienia wątpliwości. Ma być bezpiecznie. Nie forsujemy tempa, nie zmuszamy wokalisty do ryzykownych wyczynów, słowem – gramy to co zawsze i liczymy na to, że fani tego oczekiwali. Nie wiem czemu „Facing Your Enemy” kojarzy mi się z grupą Scorpions lub amerykańskim pudel metalem, widocznie mam problem z uszami. Nieodłączną cechą power metalowych płyt z Germanii są ballady. Jest taka również na tej płycie i dużo lepiej by się stało gdyby jej nie było. O ile wcześniej nie miałem większych zastrzeżeń do śpiewu to tutaj jest cieniem samego siebie. Marudzenie wychodzi panu Altzi zupełnie nieprzekonująco. A sam utwór? Strasznie nudny. „See Me Crying” też lepiej sobie podarować. Tym razem nuda pod amerykańską publiczność. Można postawić gdzieś tam obok Foreigner lub Boston. At Vance musi się ratować utworem „Saviour”. Mamy porcję neoklasycyzmu i wreszcie żywe tempo. Jak dla mnie najlepszy utwór na płycie co wcale nie znaczy, że jakiś wybitny, po prostu wyróżnia się na tym wydawnictwie. Fanów gitarowych popisów i wspomnianego wcześniej neoklasycyzmu może ucieszyć „March Of the Dwarf”. Na koniec jest jeszcze jedna ballada. Samotny wokalista i klasyczna gitara. Takie ogniskowe plumkanie i to chyba jedyne miejsce gdzie powinno się ten utwór prezentować.

Liczyłem na power metalowe galopady i fajne melodie, a tymczasem At Vance zaserwowało mi kolejną płytę skrojoną pod gotowy przepis i o ile ten przepis mógł jakoś funkcjonować w początkach działalności grupy, o tyle w dzisiejszych czasach jest mało tego, że nudny, to wyraźnie pokazuje kompozytorskie zmęczenie pana Lenka. Doświadczeni muzycy, sprawni instrumentaliści, porządna realizacja i tyle. Jeszcze bardziej zastanawia mnie czy sam zespół jest zadowolony z tej płyty bo na oficjalnej stronie grupy nie ma nawet informacji o jej wydaniu. Jest teledysk na tubie, który możecie sobie zobaczyć niżej (ale za to odpowiada wytwórnia), na FB wrzucili awatara z okładką i tyle. Coś mi się wydaje, że na promowanie tego materiału sami nie mają siły. Płyta z gatunku – posłuchać i zapomnieć.

4/10

 

At Vance – Facing Your Enemy
Kwiecień 2012
Wytwórnia: AFM Records

Lista utworów:
Heaven is Calling
Facing Your Enemy 
Eyes of a Stranger 
Fear No Evil
Live & Learn
Don’t Dream 
See Me Crying
Saviour
Tokyo
March of the Dwarf 
Fame and Fortune
Things I Never Needed

DeWu