Battle Beast – „Unholy Savior” – pokąsani przez bestie

Battle Beast - promo

Ponownie wybieramy się na fińską ziemię, tym razem za sprawą nowej płyty grupy Battle Beast. „Unholy Savior” to trzeci w ich dorobku album, a drugi na którym wokalistką jest Noora Louhimo. Co oferują Finowie? Dużą porcję klasycznie power metalowych galopad, wspartą hard rockowymi motywami, kryształowymi klawiszami rodem z lat osiemdziesiątych i podniosłymi, stworzonymi do wspólnego śpiewania refrenami.

Bez większego trudu możemy dopatrzeć się inspiracji starszymi kolegami z
Nightwish, Sonata Arctica czy nawet Iron Maiden, jednak Battle Beast mają umiar i dużą dozę wdzięku. Album zaczyna się od rozpędzonych szwadronów teutońskich najeźdźców w „Lionheart”. Noora Louhimo dysponuje mocnym rockowym głosem i pięknymi zadziorami w stylu Doro Pesch. Anton Kabanen i Juuso Soinio odpowiedzialni za gitary mają dobrze opanowane riffowe rzemiosło, a sekcja rytmiczna w dynamicznych momentach daje odczuć, że słuchała sporo Steve Harris’a. Podobnie jest w równie rozpędzonym „Madness”. Rzeczywiście sporo tam szaleństwa. Posłuchajcie zresztą sami. „Sea of Dreams” to obowiązkowa ballada, która w pierwszych dźwiękach cofa nas do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mamy w niej ckliwość, sporo lukru, ładnych gitar, plastikowych klawiszy i zautomatyzowanych perkusyjnych dźwięków. Słabe. Wiarę w możliwości grupy przywraca „Speed And Danger”. To zdecydowanie najbardziej galopujący numer na tym wydawnictwie. Wokalistka momentami wręcz charczy, a gitarzyści mają okazję na popisywanie się szybkostrzelnymi solówkami. Gitarzyści wykazują się też w drugiej balladzie – „The Black Swordsman”, która trwa co prawda tylko odrobinę ponad minutę i to jej duża zaleta. Instrumentalny „Hero’s Quest” i „Far Far Away” to ponownie szarżujące oddziały rycerstwa przy czym chóralne śpiewy w refrenie tego drugiego wypadają trochę lepiej.

Na koniec spotkania z Battle Beast i „Unholy Savior” zostawiłem sobie utwór
„Touch In The Night”. Jeżeli macie na tyle wyobraźni aby na power metalową płytę wpakować dyskotekowy numer w klimacie lat osiemdziesiątych, z rytmem automatu perkusyjnego, plumkającymi klawiszami i błyskający brokatem to proszę bardzo. Nie za bardzo rozumiem po co grupa to zrobiła bo całkowicie psuje klimat całości i nawet jako puszczenie oka do słuchacza czy muzyczny żart wypada słabo.

Unholy Savior” pokazuje Battle Beast jako zespół zdolny, mający szanse na karierę tym bardziej, że znajdują się pod skrzydłami tak zasłużonej dla
metalowego świata wytwórni Nuclear Blast. Jeżeli uda im się ominąć mielizny w rodzaju wspomnianego „Touch In The Night” to kto wie czy wkrótce nie będą headlinerem europejskich tras.

6,5/10

 

Battle Beast - Unholy Savior

Battle Beast – „Unholy Savior”
Styczeń 2015
Wytwórnia: Nuclear Blast

– Lionheart
– Unholy Savior
– I Want The World…and Everything In It
– Madness
– Sea Of Dreams
– Speed And Danger
– Touch In The Night
– The Black Swordsman
– Hero’s Quest
– Far Far Away
– Angel Cry