Burning Point – „The Ignitor” – power metalowa Finlandia

Burning Point promo

Finowie z Burning Point nie są debiutantami na power metalowej scenie. Ich ostatni album „The Ignitor” kontynuuje podróże po krainie riffem i melodią płynącej, a do tego ma całkiem udaną okładkę, którą stworzył Felipe Machado Franco. Udzielał się on również przy okładkach Blind Guardian, Rhapsody Of Fire czy Iron Savior, nie zawsze udanie, miło, ze tym razem jest lepiej. Burning Point zawsze czerpali z tego co na powerowej scenie najlepsze od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a jak w związku tym prezentuje się „The Ignitor”?

W żołnierskich słowach można napisać, że „The Ignitor” brzmi bardzo klasycznie. Zaserwowany na początek „Eternal Flame” galopuje przyjemnie, wokalista równie klasycznie wyciąga wysokie rejestry, a chęć okładania przeciwników mieczem czy innym buzdyganem przy wtórze solowych wyczynów gitarzysty jest całkiem naturalna. „In The Fire’s Of My Self-Made Hell” trzyma tempo, może i nie karkołomne ale bliskie kanonu Judas Priest. Finowie zwalniają przy „In The Night”. Heavy metal jest „sexy” pomimo tego, że nie lubię takich refrenów. Mamy za to dużo więcej chrupiącego wokalu. Zwrotki na plus, refren na festiwal w San Remo. Tytułowy „The Ignitor” czy „Silent Scream” utrzymują średnie tempo i momentami oferują mocniejsze wstawki. Najbliżej w tym miejscu Burning Point do brytyjskiej fali nowego metalu z lat osiemdziesiątych. Do szybkich power metalowych szarż wracamy dzięki „Heaven Is Hell” i wypada to całkiem udanie. Szatkowane, gitarowe dźwięki, metalowa chrypka wokalisty i melodyjny refren wydarty z kilku gardeł. Niestety już przy następnych kompozycjach grupa okopuje się na pozycjach klasycznego heavy z kłusującym rytmem. Solidnie i nieco… nudno. O powerowych inklinacjach przypominają dopiero z okazji kończącego oficjalną część wydawnictwa „Holier Than You”. Wypadają tu zdecydowanie drapieżniej i aż ma się ochotę postukać kuflem w blat stołu albo pomachać głową. Do płyty dołączone są również dwa bonusy dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni i oba pochodzą właśnie ze szkoły power metalowej, którą Burning Point opanował w doskonałym stopniu.

„The Ignitor” przygotowane jest starannie, gitary brzmią jak należy, jest metalowa moc i ciężar, a Finowie z Burning Point mają bardzo dobrze opanowane swoje rzemiosło. Zawodzą odrobinę kompozycje. Nie oczekiwałem jakiegoś przełomu ani odkrywania nowych szlaków, bo już wcześniej zespól nie miał takich ambicji jednak moim zdaniem lepiej wypadają w power metalowych galopadach niż dość monotonnych heavy metalowych hymnach, których o jakieś dwa jest na tej płycie za dużo. Z pewnością znajdą się fani, których bardzo ucieszą właśnie te klasyczne momenty, mnie lekko znudziły. „The Ignitor” nie wyniesie Burning Point na szczyty metalowego świata ale z pewnością utwierdzi solidną, ugruntowaną pozycję zespołu, a kilku fanów powinno grupie przybyć. Nie jest to płyta wybitna lecz bezboleśnie mogę uznać ją za dobrą pozycję, a kilku utworów chętnie posłucham jeszcze nie raz.

7/10

 
Burning Point – „The Ignitor”
Czerwiec 2012
Wytwórnia: Scarlet Records

1. Eternal Flame (Salvation By Fire Part II) 
2. In The Fire’s Of My Self-Made Hell 
3. In The Night 
4. The Ignitor 
5. Silent Scream 
6. Heaven Is Hell 
7. Losing Sleep 
8. Demon Inside Of You 
9. Everdream 
10. Lost Tribe 
11. Holier Than Thou 
12. Ice Queen (Japanese Bonus Track) 
13. Blood Will Win (Japanese Bonus Track)

DeWu