Cage – „Supremacy of Steel” – lubicie klasykę heavy metalu?

Cage_band

Amerykanie z grupy Cage tak zapatrzyli się w klasyczne dokonania sceny metalowej, ze szczególnym uwzględnieniem Judas Priest i Iron Maiden, że nawet na swoim szóstym albumie już tytułem dają do zrozumienia, że stylistycznej wolty nie będzie. Dodajmy do tego okładkę, która może zostać wzorcem kiczu i mamy kompletny obraz. Z drugiej strony, nie jest aż tak źle bowiem takie granie ma u nas grono wiernych fanów, którzy z przyjemnością posłuchają czegoś „nowego” byle tylko było w klimacie dawnych idoli.

Cage mimo zmian w składzie nie zmienia swoich upodobań, a wokalista Sean Peck jest z całą pewnością mocnym punktem grupy. Swobodnie operuje zarówno w niższych jak i wysokich rejestrach. Tempa które serwuje zespół na „Supremacy of Steel” świadczą o solidnym zgraniu muzyków jak i dobrym warsztacie. Z samymi kompozycjami jest już niestety moim zdaniem nieco gorzej bo po kilku przesłuchaniach jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie zapału do słuchania któregoś z konkretnych utworów. Tematyka płyty jest równie standardowa jak cała koncepcja. Obowiązkowe słowa typu metal, blood, undead, war, hell czy devil pojawiają się z regularnością podwójnej stopy perkusisty. Płytę rozpoczyna „Bloodsteel” po którym już wszystko będzie wiadomo. Gitary zasuwają aż miło, Sean Peck udowadnia, że lubi Roba Halforda, nawet image ma podobny, a radosne „zawycia” mogą przypomnieć najlepsze dokonania Kinga Diamonda. Solidna szkoła klasycznego heavy metalu. Jeżeli ktoś szuka ballad to „Supremacy Of Steel” zdecydowanie nie będzie płytą dla niego. Wolniejszy fragment mamy we wstępie do „King of the Wasteland” by po minucie panowie popędzili galopem wzniecając tumany kurzu i tratując przecierających oczy spóźnialskich. Niby wszystko w najlepszym porządku lecz przy czwartym na płycie „Metal Empire” zacząłem powoli rozmyślać dlaczego Cage nigdy wielkiej sławy nie zyska. Są przecież riffujące solidnie gitary, sprawna sekcja rytmiczna, bardzo stylowy wokalista, wymiatające solówki, podniosłe i wykrzyczane refreny… tylko to wszystko już było i do tego w nieco lepszym wykonaniu. Największą wadą jest brak zapadających w pamięć kompozycji. „War of the Undead”, który najbardziej przypadł mi do gustu tylko to potwierdza. Wszystko super ale jak się Cage nie będzie uwijał to nadal brak tego czegoś co sprawia, że jedni tryumfalnie odbierają nagrody, a z drugich pot leje się strumieniami i nic z tego nie wychodzi. Jeżeli jednak ktoś po prostu lubi galopady i żadna awangarda nie jest mu do szczęścia potrzebna to „Doctor Doom” spełni te oczekiwania z nawiązką. Mi się podoba. Za to „Annaliese Michel” i „Braindead Woman” znalazły się na przeciwnym biegunie i najchętniej je przeskakuję. Jest jeszcze podniosły „Hell Destroyer vs. Metal Devil”, a jako bonus „Skinned Alive” galopujące jak Maideni za dobrych czasów.

Cage to grupa solidna, to trzeba im przyznać pomimo tego, że do czołówki gatunku trudno ich zaliczyć. „Supemacy of Steel” nie odrzuca ale mnie nie zachwyciło. Raz czy dwa można posłuchać lecz jak już wspominałem czegoś mi na tym wydawnictwie brak, może lepszej produkcji?  Mają warsztat, wokalistę takiego, że sporo grup może pozazdrościć, a jednak brak tej iskry, tego drobnego elementu który otwiera na oścież drzwi do popularności. Może po prostu brak im szczęścia do jeszcze lepszych utworów? No i ta koszmarna okładka, którą są w stanie odstraszyć oraz zbierać cięgi za sztampę. Nawet jeśli miała oddawać dystans muzyków do samych siebie to moim zdaniem niespecjalnie wyszło. Nota całkiem przyzwoita bo jakiś sentyment do klasycznego grania widać się we mnie tli, a słowa krytyki padły z troski a nie złośliwości. Wierni metalowej tradycji fani mogą dodać sobie jeden punkcik.

7/10

Cage – „Supremacy of Steel”
Grudzień 2011
Wytwórnia: Music Buy Mail

Utwory:
1. Bloodsteel (feat. guest artist Bitterfrost)
2. The Beast of Bray Road
3. King of the Wasteland
4. Metal Empire
5. War of the Undead
6. Flying Fortress
7. Doctor Doom
8. Annaliese Michel
9. Braindead Woman
10. The Monitor
11. Hell Destroyer vs. Metal Devil
12. Skinned Alive (Bonustrack Europe)

DeWu