Dreamtale – „Epsilon” – archeologia power metalu

Dreamtale - fot. Pekka Romu

 

Finowie z Dreamtale pod przywództwem Rami Keränenena ruszają do boju na swoim piątym albumie. Ruszają za pomocą utworu „Firestorm” ale niestety, pożaru nie ma. Sympatycznie, melodyjnie, z nieco sterylnym, odrobinę archaicznym brzmieniem ale brakuje mi drapania pazurami. Bardzo klasycznie i bardzo zachowawczo, a czasy już mamy nieco inne i od takich weteranów można chyba wymagać więcej. Zgubili gdzieś swawolne pomysły i wdepnęli w ślady starego trolla, który nieco przykurzony siedzi pod mostem z paczką klasycznych płyt.

Skoro już bierzemy się za rycerskość, wojenne wyprawy i wymachiwanie mieczami to niech całość ma, klnąc się na karty Kalevali, prawdziwy power, a nie jak w „Each Time I Die”, niemieckie klawisze z dyskotekowej epoki. Wystarczy zerknąć co porabiają koledzy od neofolku aby nie popaść w śmieszność, a przy tym pozostać power, chord i w górnych rejestrach.”Each Time I Die” nieco poprawia odbiór. Galopują jak Zakon Kawalerów Mieczowych po lodzie, a chóralne zaśpiewy i solowe wyczyny gitarzystów zasługują na zauważenie. „Where Eternal Jesters Regin” rozpoczyna od straszenia nas znów brzmieniem klawiszy. Ktoś powinien zabrać ten model panu muzykowi i kupić jakiś inny. Na szczęście dalej jest lepiej, acz nie idealnie. „Fly Away” pozwala zabrać się na lot smokiem nad puszczą i srebrzystymi taflami jezior. Nawet folkowymi zagrywkami zostaniemy uraczeni podczas lotu. Wyróżnia się ten utwór pomysłem, który niestety po raz kolejny morduje brzmienie klawiszy. Może fani powinni się zrzucić na zmianę tego koszmarka? „Reasons Revealed” przypomina nam, że każde power metalowe wydawnictwo musi mieścić przynajmniej jedną balladę gdzie rycerstwo może podzwaniając kolczugą zrobić wrażenie na białogłowach. Patos oblewa nas falami niczym miód z wychylanych kielichów. Pod koniec ma się już tylko ochotę beknąć od przesady. Oczekujących kolejnej uwagi o klawiszkach uspokajam, są i plumkają.”Stranger’s Ode” wyraźnie pokazuje, że rycerstwo opite i zmęczone bredzeniem minstrela pognało w szeroki świat, ściąć kilka łbów. Cóż mogę napisać – nareszcie!Jest przynajmniej szansa wrócić na tarczy, bo z tarczą już się nie da.”Mortal Games” próbuje ratować to co zostało na tych zgliszczach, ale nie ma co się czarować, klawiszowca nic nie uratuje. Niech odejdzie w stronę zachodzącego słońca wraz z bohaterką „Lady Of A Thousand Lakes”. No dobra, niech nawet pogalopuje, będzie szybciej. Ironią ze względu na tytuł można nazwać wieńczący płytę utwór „March To Glory”.

Chwały fińskiemu Dreamtale to wydawnictwo moim zdaniem nie przysporzy. Nie wiem czy muzycy kierowali się przy doborze brzmień tak ogromną miłością do klasyków z lat osiemdziesiątych, czy też brak im pomysłu na uwspółcześnienie i urozmaicenie swojej twórczości. Są tu momenty ciekawe ale znane już wszystkim doskonale, są i koszmarne, o których postaram się zapomnieć jak najszybciej. Jak na rycerskość, fantasy i czarowanie to wybór plastikowej, sterylnej formy jest wyraźnym strzałem obok tarczy. Solidne ćwiczenia z łukiem i może uda się trafić w cel, natomiast w przypadku kolejnej takiej płyty pozostanie jedynie sypać kurhan. Przy dużej dozie sympatii myślałem o jakimś 5/10 ale za „oryginalne” klawiszki nie może być więcej niż jest. Zwolennicy archeologii mogą zwiększyć ocenę jeszcze o 4.

4/10


Dreamtale – „Epsilon”
maj 2011

Utwory:
1. Firestorm
2. Each Time I Die
3. Where Eternal Jesters Reign
4. Strangers’ Ode
5. Mortal Games
6. Angel Of Light
7. Reasons Revealed
8. Lady Of A Thousand Lakes
9. Fly Away
10. March To Glory

DeWu