Folkearth – „Sons Of The North” – międzynarodowi Wikingowie.

Folkearth

Dawno nie gościli na naszych łamach odważni Wikingowie. Szlachetni podróżnicy i dzielni wojownicy, którym czasem na mijanej drodze spłonęła jakaś wieś albo klasztor. Folkearth to muzyczna podróż w tamten świat. Świat mitów, legend i wczesnego średniowiecza. Folkearth zgodnie ze swoją nazwą proponuje słuchaczom muzykę folk w międzynarodowej oprawie. Wystarczy powiedzieć, że skład projektu to często ponad trzydzieści osób z różnych zespołów folk, viking i pagan metalowych, swobodnie rozsianych po całym świecie. „Sons Of The Noth” to dziewiąte dzieło międzynarodowej grupy, która gra od 2004 roku.

Zamiast raczyć nas jakimś łzawym intro granym na fujarce przez wiejską sierotę, od razu na wstępie dostaniemy obuszkiem topora za sprawą tytułowego „Sons Of The North”. Gitary tną, perkusista prowadzi kanonadę, a sympatyczny growl opowiada historię. Łagodzą skoczniejszym fragmentem, bardzo zresztą przyjemnym. Mamy jeszcze śpiewającą czyściutko pannę lub nimfę i sporo różnych, drobniejszych ozdobników, które powinny urozmaicać długą, niemal siedmiominutową kompozycję. Jak na mój gust numer jest o połowę za długi przez co dominujące stają się monotonne growle i perkusyjne stukanie. Przy „Rider On The Winds” zacząłem tracić wiarę w poczucie estetyki u muzyków Folkearth. Kolejne łojenie z dominującym growlem i drobnymi folkowymi nutami wygrywanymi w tle. Na szczęście grupa posłuchała wcześniejszej prośby i numer skróciła o połowę. Z dobrym skutkiem. „Taking Arms” zmienia i tempo i sposób śpiewania. Bliżej tutaj klasycznego metalu, a dialogi wokalne prowadzą naturalne głosy. Wszystkim fanom galopad mogę z czystym sumieniem polecić „Wind Of Conquest”, gdzie grupa pędzi po wzburzonym morzu niczym kawaleria za indiańskimi plemionami. Równie melodyjny i rozpędzony jest „Odin Wills It”. Power – metalowo robi się przy okazji „Black Knights” w którym pobrzmiewa mi szantą. Folkearth kontynuuje mocne granie również w „To Vinland We Sail”, gdzie żeńskie głosy prowadzą dialogi z męskim growlem, a kończące płytę „Defying The Storm” wpada w podniosłe tony gdzie króluje charkot wspierany przez chóralne śpiewy. Dużo na tej płycie fantastycznych ludowych zagrywek, jednak za dużo chyba próbowano wpakować ekstremalnego metalu. Przez nadmiar monotonnego młócenia wszystkie te folkowe nuty wygrywają swoją odmiennością. Może to taki zamysł?

Folkearth wydaje swoje płyty często i nawet jeżeli na każdej z nich grają inni ludzie, to zawsze będzie ktoś panujący nad projektem. W przypadku „Sons Of The North”, które i tak jest niezłe, zabrakło moim zdaniem zróżnicowania. Zbyt dużo monotonnych growli i przesadnie roztrzepana perkusja, to moje główne zarzuty. Podobają mi się wielogłosy, melodyjność, partie instrumentów ludowych, zmiany tempa i sam pomysł na projekt skupiający muzyków z całego świata.

7/10

Folkearth – „Sons Of The North”
Maj 2011
Wydawca: Stygian Crypt Productions

Utwory:
1. Sons of the North
2. Rider on the Winds
3. Taking Arms
4. Lord of Serpents
5. Wind of Conquest
6. Ravens on the Wing
7. Odin Wills it
8. Black Knights
9. To Vinland We Sail
10. Defying the Storm

DeWu