Guardians of Time – „A Beautiful Atrocity” – sposób na bezsenność.

guardians of time_for_web

Zaczyna się ta płyta więzienną pogadanką zamiast tradycyjnego intro. Norwegowie z Guardians Of Time nie wpadali ze swoimi płytami do mnie zbyt często i po kontakcie z „A Beautiful Atrocity” przestało mnie to dziwić. Nawet gdyby często trafiali do odtwarzacza to zapewne przez swoją przeciętność nadal niewiele miałbym do napisania. O, kolejny zespół, który bardzo lubi tradycję, doprawia to odrobiną nowoczesnych rozwiązań i podaje całość w równie poprawnym opakowaniu studyjnym.

„Perverse Perfection” znakomicie pokazuje wszystkie wspomniane elementy. Solidne riffy, różnorodny wokal, który nawet zaryczeć potrafi, melodyjność, szybkie momenty przeplatane z wolniejszymi i obowiązkowe solówki. Brak w numerze jakiegokolwiek własnego piętna. „God v 2.0” zaczyna się obrobionym studyjnie chórkiem jak z amerykańskiego pudel metalu, a potem jest już solidne i równomierne łojenie. Bez obaw, żadnej tam straszliwej jazdy czy ciężaru nie uświadczycie. Jest za to galopada i kilogram karmelowego śpiewu. Słodko. Myślałem, że może numer o groźnym tytule „Monster” zdoła mi zafundować odrobinę dreszczyku. Niestety nie. Jest w sumie bardzo podobnie jak w poprzednim. „Altered In Red” ma niezłe, power metalowe tempo ale znów niczym innym nie zachwyca. Przy „Mind Divided” doszedłem już do wniosku, że oczekiwanie na emocje trzeba pożegnać. Guardians Of Time po prostu gra bez większego zapału swoje numery i na dodatek są one do siebie bardzo podobne. „Sleep Eternal” to typowa ballada jakich również pełno na takich płytach. Pianino, wokalista, odrobinka gitar, które momentami dodają mocy… i to wszystko. Już zapomniałem, bo nudne to było. O „Dreamworld Messiah”, „Tide of Time” czy „Only in a Dream” zapomniałem jeszcze szybciej. Na siłę mogę napisać, że wśród trzynastu upchniętych na płycie utworów jako tako przyjemnie słuchało mi się „I, sinner”.

Płyt metalowych wychodzi bardzo dużo, a i gatunków nam stale przybywa. Niestety równie dużo z tych płyt jest po prostu słabych i „A Beautiful Atrocity” do tej grupy należy. Guardians Of Time gra poprawnie lecz nic do swoich utworów nie wnosi. Nie ma w nich grama oryginalności, pomysłu na zaintrygowanie słuchacza czy też wywołania innej reakcji jak ziewanie. Potwornie wynudziłem się przy tym wydawnictwie i żeby nie wyżywać się więcej na zespole pozwolę sobie swoje wywody w tym miejscu skończyć.

3/10

 
Guardians of Time – „A Beautiful Atrocity”
Kwiecień 2011
Wytwórnia: Mayhem Music

 Utwory:
01. The Beginning of the End 
02. Perverse Perfection 
03. God v2.0 
04. Monster 
05. Altered in Red 
06. Mind Divided 
07. Heart of Darkness 
08. Sleep Eternal
09. Dreamworld Messiah 
10. Tide of Time 
11. Only in a Dream 
12. I, Sinner 
13. The Man

DeWu