Iced Earth – „Dystopia” – jakość gwarantowana.

Iced Earth_fot_Justin Borucki

W połowie października, w ręce słuchaczy trafiło nowe wydawnictwo grupy Iced Earth. Zespół doskonale znany fanom przygotował swoją dziesiątą studyjną płytę w trwającej od 1984 roku karierze. Lider grupy, Jon Schaffer miał niemały kłopot bowiem szeregi grupy opuścił po raz kolejny Matt Barlow, zamierzając poświęcić się życiu rodzinnemu. Iced Earth nie ma szczęścia do wokalistów i zapewne Stu Block, który właśnie zajął miejsce za mikrofonem może czuć dyskomfort będąc piątym wokalistą grupy. Zwykle wokalista jest swojego rodzaju wizytówką grupy, a w przypadku Iced Earth za kwestie wokalne odpowiedzialni byli już Gene Adam, John Greely, Tim Owens i dwukrotnie Matt Barlow, a jednak grupie, która tak często zmienia śpiewaków udało się zyskać uznanie fanów i przy tym zachować wysoką jakość swoich wydawnictw. Na swój sposób jest to fenomen. Dodać wypada, że materiał na nowy album powstał podczas oglądania filmów i picia piwa. Ciekawy sposób na stworzenie płyty, którą wielu recenzentów uznało już za najlepsze dzieło w historii grupy.

Skoro wstęp mamy za sobą to pora przysłuchać się co na nowej płycie proponują panowie z Iced Earth. Wydawnictwo otwiera tytułowa „Dystopia”, która już od pierwszych sekund pokazuje, że będziemy mieć do czynienia z solidną porcją metalu światowej klasy. Realizacja na światowym poziomie. bas dudni, perkusja śle kanonadę za kanonadą, a Stu Block ma kawał głosu, który do muzyki Iced Earth pasuje znakomicie, nad wszystkim zaś unosi się duch zarówno Iron Maiden jak i klasycznie solidnego heavy metalu. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że „Dystopia” zawiera sporą dawkę przebojowości. W „Anthem” grupa nieco zwalnia tempo lecz z pewnością nie ubywa zaangażowania. Niby nic odkrywczego ale słyszalna pasja pozwala oddać się muzycznej uczcie z dużą przyjemnością. „Boiling Point” to istna seria galopad z chóralnym pokrzykiwaniem, wrzaskami w wysokich rejestrach i całkiem nośną melodią. Spora przyjemność ze słuchania.
„Anguish of Youth” i „V” to kompozycje odrobinę wolniejsze jednak nie ma szans aby pomylić grupę z kimś innym. Solidnie i heavy metalowo. Moim ulubionym utworem jest „Days Of Rage”, który mimo, że nie trwa nawet trzech minut ma w sobie ilość żaru, który poprawia temperaturę nawet jak za oknem nie jest przyjaźnie. „End of Innocence” to ballada, a że zamiast ballad wolę solidne łojenie to uznałem ją prywatnie za taki sobie fragment. „Tragedy And Triumph” wynagrodził mi tę chwilę smęcenia z nawiązką. Solidne galopowanie wychodzi grupie dużo lepiej, nawet jeśli ulubiona grupa Jona Schaffera jest często wyraźnie słyszalna. Fani Iron Maiden bez trudu znajdą sporo nawiązań. Bonusowe numery jak „”Soylent Green” czy „Iron Will” absolutnie nie są gorsze od wcześniejszych i spokojnie mogły zająć miejsce ballady. Rynek jednak rządzi się swoimi prawami.

„Dystopia” to bardzo udane wydawnictwo. Bardzo dobra realizacja, wypracowane już od lat brzmienie i nowy wokalista pozwalają dobrze wróżyć na przyszłość o ile Stu Block da sobie radę z klątwą ciążącą nad śpiewakami Iced Earth. Zespół nie odkrywa nowych lądów, nie eksperymentuje, a jednak udała się trudna sztuka pozostania nadal nad wysoko powieszoną poprzeczką. Nie mam pojęcia jak oni to robią lecz konkurencja musi próbować skoczyć wyżej aby chociaż odrobinę poszarpać ich za nogawki i osiągnąć podobny poziom. Dziesiątym albumem Iced Earth trafił prawie w dziesiątkę i tak trzymać panowie.

9/10


Iced Earth – „Dystopia”
Październik 2011
Wydawca: Century Media Records

Utwory:
1. „Dystopia”
2. „Anthem” 
3. „Boiling Point” 
4. „Anguish of Youth”   
5. „V”  
6. „Dark City” 
7. „Equilibrium” 
8. „Days of Rage”  
9. „End of Innocence”   
10. „Tragedy and Triumph”

DeWu