Nightwish – „Imaginaerum” – klasycznie symfoniczny metal!

Nightwish_fot_Ville Akseli Juurikkala

Pochodzący z Finlandii Nightwish osiągnął szczyty popularności, a płyty zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem i to nie tylko fanów. Nie inaczej jest z najnowszą, zatytułowaną „Imaginaerum”, na którą wskoczyło 13 premierowych utworów. Jest to również drugi album z Anette Olzon, której pojawienie się za mikrofonem po odrobinę dziwnym i burzliwym zwolnieniu Tarji Turunen podzieliło na pewien czas fanów. Kto dziś jednak pamięta wydarzenia z października 2005 roku? No dobra, pewnie sporo osób pamięta.

„Imaginaerum” jest koncept albumem, który opowiada historię będącego na łożu śmierci kompozytora i wiedzie nas poprzez jego wspomnienia, a zawarta na płycie muzyka grupy trafi do filmu. Jasne jak fiński śnieg jest więc to, że klimaty będą ilustracyjne i różnorodne. Nie ma na co czekać, przysłuchajmy się dźwiękom płynącym do nas wprost z „Imaginaerum”.

Zaczyna się balladowo i po fińsku czyli od pozytywkowego numeru „Taikatalvi”. Orkiestrowy aranż dopiero się tli aby w „Storytime” rozbuchać się już na dobre z towarzyszeniem gitar, które jako żywo kojarzą mi się z Rammstein. Chwilę potem pojawia się popowy głos pani Annete. Kto lubi, będzie lubił nadal dla mnie jest w tym kawałku zdecydowanie przeciętna. Brakuje zadziorności, pazura i różnorodności, za to orkiestracje na plus chociaż.., mam chwilami wrażenie, że gdzieś coś podobnego niedawno słyszałem i chyba wiem gdzie, na ostatnim krążku również fińskiego Turisas. Widać taka fińska natura, że dają  zarobić muzykom klasycznym. Zwraca uwagę zadymiony „Slow, Lowe, Slow”. No, tutaj to wszystko mi się podoba, poczynając od basowych dźwięków, pasującej wreszcie wokalistki, sola trąbki, gitary i barowego klimatu. „I Want My Tears Back” przypomina, że Finlandia stoi twardo również na folk metalowym polu. Są momentami mocne gitary, są folkowe zagrywki, power metalowe podniosłe refreny i tylko na horyzoncie miga lekko popsuty napis „Cepelia”, a przecież to Finowe mają rewelacyjną grupę Tenhi. Wspominałem wyżej o różnorodności i tej z pewnością dostarcza „Scaretale”. Chwilę po folkowych hołubcach i festiwalowych refrenach wpadamy niemal w apokalipsę. Chóry jak w dokonaniach Laibach, perkusyjna młócka, pijana orkiestra, cięte riffy, kotły… no i musiała zaśpiewać. Próbuje być drapieżna, szalona ale wystarczy posłuchać kilka minut dalej gdzie pojawia się głos męski aby zobaczyć różnicę. Uczciwie jednak, „Scaretale” to numer świetny, a zaraz po nim równie rozpędzone lecz jednak zupełnie inaczej „Arabesque” z orientalnymi motywami, świetnymi kotłami i tą epickością charakterystyczną dla twórczości grupy. Oba numery to jasny punkt wydawnictwa. Mocno robi się znów przy „Last Ride Of the Day”, a i finałowe „Imaginaerum” zbiera zasłużone oklaski za swoją ilustracyjność.

Fani Anette pewnie mnie zlinczują, przeciwnicy poklepią po plecach ale widać zespół musi doceniać jej wkład w swoją twórczość skoro nadal jest w jego szeregach. Dla mnie zbyt mało w jej interpretacjach charyzmy i tego niekreślonego czegoś, dla jasności za Tarją również nie przepadałem. Nie mogę jednak grupie odmówić perfekcyjności, precyzji studyjnego szlifu (czasem wręcz do przesady) i talentu kompozytorskiego. Na swoim polu mogą spokojnie pokazywać plecy większej części konkurencji, pytanie tylko jak długo jeszcze? Ot kolejna solidna płyta firmowana przez Nightwish, która zapewne zdobędzie  złoto, platynę i co tam jeszcze w kwestii nagród da się wymyślić. Przyzwyczaili mnie, że trzymają poziom i tak jest również teraz.

8/10

Nightwish – „Imaginaerum”
Grudzień 2011
Wutwórnia: Nuclear Blast

Lista utworów:

1. Taikatalvi
2. Storytime
3. Ghost River
4. Slow, Love, Slow
5. I Want My Tears Back
6. Scaretale
7. Arabesque  
8. Turn Loose The Mermaids
9. Rest Calm
10. The Crow, The Owl And The Dove 
11. Last Ride Of The Day
12. Song Of Myself
13. Imaginaerum

DeWu