Rhapsody Of Fire – „From Chaos To Eternity” – włoski przepis na sukces.

Rhapsody of Fire - bandfoto-april-2011

Giganci power metalu włoska grupa Rhapsody of Fire wypuściła właśnie swoje nowe, dziesiąte dzieło zatytułowane „From Chaos To Eternity”. Ważne to wydawnictwo z kilku powodów. Powód pierwszy to zamknięcie trwającej od lat sagi fantasy w świecie Algalord. Powód drugi, nowy gitarzysta w grupie, wirtuoz Tom Hess, a trzecim jest gościnny udział Christophera Lee (znany aktor horrorów, rola Sarumana we Władcy Pierścieni) w roli narratora, dodam, nie po raz pierwszy w historii Rhapsody of Fire. Podgrzewanie atmosfery trwało już od jakiegoś czasu i w końcu możemy sami przekonać się o jakości nowego albumu.

Produkcja nie pozostawia nic do życzenia. Jest dźwiękowe mięcho, wszystko wyszlifowane do perfekcji, a jedyne co mnie czasem wkurzało to plastikowe klawisze. Mam najwyraźniej obsesję na tym punkcie. Kto oczekiwał epickiego rozbuchania, perwersyjnej ilości solówek, zmian tempa, wirtuozerii i wyciągania górnych rejestrów dostanie to wszystko nawet w nadmiarze. Rhapsody Of Fire nie należy do grup ceniących dźwiękową skromność ale nie za umiar ma liczne grono fanów. Posłuchamy zarówno angielskiego jak i włoskiego, chórów, cudów, jednorożców, aniołów, suit, sonat, arii… no i sam w patos popadłem.

Zaczną od mojego ulubionego „Aeons Of Raging Darkness””. Gdyby cały album składał się z takich numerów to mogę im karmić jednorożce, pasać bydło i nosić miecze. Galopady, rozbuchanie, podniosły klimat, a człowiek ma ochotę popędzić ratować jakieś dziewice… nie, lepiej smoki. Złości tylko użycie w pewnym momencie parapetowych klawiszy. Raduje uszy również „Tornado” gdzie grupa nawiązuje to tytułu. Wielogłosy i sposób prowadzenia narracji również mogą się podobać. „Heroes Of The Wasterfalls’ Kingdom” to ponad dziewiętnaście minut muzyki. Mamy Christophera Lee, język włoski w duecie z gitarą i sporo folkowych instrumentów. Nie muszę dodawać, że im dalej tym bardziej podniośle, a i tempo rośnie. Charakteryzując krótko, numer bardziej przypomina muzyczne słuchowisko fantasy niż typowy rockowy band. Christopher Lee pojawia się również w „Ad Infinitum” stanowiącym intro płyty. Na pierwszy rzut ucha recepta jest prosta. Zbieramy doskonałych technicznie muzyków, korzystamy z dorobku muzyki klasycznej, metalowej, folkloru i współczesnej techniki dźwiękowej. Przepis na sukces. Szkoda, że niewielu wychodzi ta sztuka. Rhapsody Of Fire wychodzi, nawet jak momentami mam wątpliwości czy da się jeszcze bardziej nadmuchać ten balon.

Skoro „From Chaos To Eternity” stanowi podsumowanie tworzonej od lat sagi to bardziej interesuje mnie co Rhapsody Of Fire zrobi dalej. Podoba mi się to dokonanie Włochów. Pomijając „klawiszki” (nie irytują aż tak) całej reszty słucha się świetnie. Włoski nie powoduje prób ucieczki, co Japończykom z Versailles udaje się błyskawicznie. Solówki, mimo iż jest ich dużo i należą do gatunku – „to teraz patrz jak ja szybko gram” też nie zdołały mnie odstraszyć. Całość wydawnictwa tworzy spójną i mającą swoją narrację całość. To naprawdę spora sztuka, bo tylko czyhałem aby gdzieś nasypać piasku w dobrze naoliwioną maszynę. Rhapsody Of Fire wraca z tarczą.

8,5/10

 

Rhapsody Of Fire – „From Chaos To Eternity”
Czerwiec 2011
Wytwórnia: Nuclear Blast

Utwory:
1.”Ad Infinitum”
2.”From Chaos to Eternity”
3.”Tempesta Di Fuoco”
4.”Ghosts of Forgotten Worlds”
5.”Anima Perduta”
6.”Aeons of Raging Darkness”
7.”I Belong to the Stars”
8.”Tornado”
9.”Heroes of the Waterfalls’ Kingdom”

DeWu