Soul Of Steel – „Destiny” – włoski, power metalowy debiut.

Soul_of_Steel

Skoro w poprzedniej recenzji zawędrowaliśmy na włoski but za sprawa gigantów power metalu to pozostańmy w śródziemnomorskim klimacie, tym razem przyglądając się debiutantom. Grupa Soul Of Steel ma na swoim koncie jedno demo z 2007 roku, wykonane metodą chałupniczą i nowe, profesjonalne dokonanie – „Destiny”.

Sześcioosobowy skład proponuje nam melodyjny power metal o dość łagodnym, leniwym brzmieniu. Zapomnijcie o epickości i rozmachu Rhapsody of Fire, Soul Of Steel gra bez żadnej nadbudowy, tylko przy pomocy klasycznych gitar, perkusji i klawiszy, a wokalista również porusza się po bezpiecznych rejonach tradycyjnego, delikatnego śpiewu, a do tego jak gdyby z lekką niepewnością.

Płyta zaczyna się od intro, które przez moment wywołało moje zdziwienie. Bardziej przypomina dokonania grup elektronicznych niż power metalowych. Samo w sobie całkiem interesujące lecz jakoś szczególnie nie pasuje mi klimatem do następującego chwilę potem „Swordcross”. To już melodyjny power metal. Jest galop jednak taki „bezpieczny”, wokalista również nie próbuje wyjść poza ramy, a solówki stanowią bardziej uzupełnienie niż popisy techniczne. Jednego z pewnością nie można numerowi odmówić. Słuchanie nie boli, a czuć nawet, że grupa po prostu lubi tak grać. Soul Of Steel próbuje szarży w „Reborn” lecz i tutaj wkrada się niepewność. Gianni Valente śpiewa niezwykle zachowawczo. Brak obycia, brak pewności własnych umiejętności czy też wina miksowania, nie wiem. Brakuje powera również w grze reszty zespołu. Trudno przyczepić się do czegokolwiek takie to jest zachowawcze.”Wild Cherry Trees” nabiera nieco rumieńców. Przyjemna ballada z delikatnymi brzmieniami, bardzo naturalnym głosem i gitarowymi ozdobnikami. Czuć w tle braki ale włożone w kompozycję serce i staranność należy docenić. Jeden z jaśniejszych punktów płyty. Podoba mi się również „Endless Night”, w którym gościnnie na mikrofonie udziela się Roberto Tiranti. Na plus wypada tytułowe „Destiny”. Kolejna balladowa kompozycja. Widać, że grupie bardziej po drodze w wolniejszych i klimatycznych numerach niż galopadach, które wychodzą po prostu tak sobie. „Wings Of Fire”, „Till The End Of Time” czy „Running In The Fire” cały czas wywołują u mnie uczucie – ja to już gdzieś słyszałem. I nie chodzi tutaj o to, że słyszałem u kogoś innego. Ja to słyszałem na tej samej płycie.

Soul Of Steel pomimo tego, że istnieje dobrych kilka lat nadal cechuje się dużą niepewnością co do obranej drogi. Nie powala ani techniką, ani wokalistą, a i produkcja płyty jest tylko przyzwoita. Z drugie strony brzmi szczerze, ciepło i czuć, że wkładają w swoje wykonania to co potrafią. Obawiam się jednak, że bez wyrazistości, której im zdecydowanie brakuje, przepadną w setkach podobnych grup. 

4/10

Soul Of Steel – „Destiny”
2011
Wytwórnia: Underground Symphony

Utwory:
1. Intro
2. Swordcross 
3. Running In The Fire
4. Reborn
5. Wild Cherry Trees
6. Till The End Of Time 
7. Endless Night
8. Wings Of Fire 
9. Destiny

DeWu