Steel Seal – „Redemption Denied” – atak włoskiego power metalu.

steel_seal

 

Włoska scena metalowa budzi we mnie zazwyczaj zaniepokojenie. Czy aby przypadkiem nie będzie za blisko San Remo? Rozgotowany makaron? Do ostatniej płyty Steel Seal też pochodziłem z niepewnością. O ile poprzednie dzieło mogli zaliczyć do bardzo udanych, to wydanie „Redemption Denied” przeciągało się w nieskończoność. Biorąc też pod uwagę brak w grupie stałego wokalisty, trudno było wróżyć co usłyszymy. W końcu jednak ich prywatna Odyseja związana z nagraniem i wydaniem zakończyła się sukcesem, a za mikrofonem stanął dobrze znany słuchaczom Thomas Vikström.

Dowodzący Steel Seal gitarzysta Marco Valerio Zangani przygotował wraz z resztą muzyków jedenaście utworów, które pełne są tradycji lecz nie przestarzałe, a do tego znakomicie pokazują klasę zespołu.

„Burn The Sky” rozpoczynają średniowieczne chóry i bicie w dzwony.Gdy pojawia się gitara oraz klawisze w iście Lordowskim stylu przez moment chce się powiedzieć, Deep Purple. Owszem, inspiracja jest. Na szczęście nie jest to jakieś rozkopywanie grobowca w poszukiwaniu – co by tu ukraść, lecz słuszna inspiracja. „Time Stood Still” również pobrzmiewa klasycznymi partiami z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Kompozycja sporo wolniejsza, z orientalną zagrywką lecz równie mocarna jak wstęp. Vikstrom bez kłopotu pokazuje, że zaproszenie go do mikrofonu to trafiony pomysł. „Crown Of Thorns” galopuje iście po rycersku. Melodyjność i świetnie rozegrane gitarowe riffy to solidna baza kawałka, który uważam za jeden z lepszych. Grzmiące „Victory in black” porywa do rytmicznego wymachiwania głową, a energii spokojnie wystarcza jeszcze na przerzucenie tony węgla. Nic odkrywczego, a smakuje bardzo dobrze. Nie mogło obejść się bez ballady i tę rolę spełnia „Nevermore”. Podniosły, uroczysty nastrój, pełen zaangażowania śpiew i porywający, mocny refren. Dużo ciekawego do zaoferowania ma również plan drugi kompozycji. Warto głębiej posłuchać. „Call to Roll” to powrót do szybkiego, rytmicznego powera z licznymi chóralnymi zaśpiewami i szalejącym klawiszowcem. „Lord of the Lies” powala i buja niczym fregata na wzburzonym Adriatyku. Jedna z moich ulubionych kompozycji na tej płycie. Duch dawnych lat hard rocka szybuje nad nami ale absolutnie nie czuć od niego stęchlizną. „Evening Star” to prawdziwy popis Zanganiego, do tego świetne klawiszowe zagrywki. Tak trzymać panowie! Brakowało komuś średniowiecznych chórów? „As Darkness Falls” rozpoczynają właśnie one by skierować utwór w stronę wyraźnej, wspominanej wielokrotnie inspiracji – Deep Purple. Płytę kończy „Afterlude in D” gdzie Marco Valerio Zangani pokazuje, że potrafi grać na gitarze. Jak dla mnie zupełnie niepotrzebnie, bo po wcześniejszych, ciekawszych kompozycjach nic nie musi mi udowadniać.

Warto było tyle czekać na„Redemption Denied”. Steel Seal przekonało mnie całkowicie do swoich pomysłów, które osadzone w klasycznym okresie hard rockowych weteranów, znakomicie łączy ich dokonania z współczesnością. Równie udane jest brzmienie wydawnictwa. Ostre gitary, mocna perkusja, klasyczne klawiszowe pasaże i czysty, zrozumiały wokal tworzą ujmującą mieszankę o dużej sile rażenia. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo Steel Seal i bardzo chętnie posłucham co będą mieli do powiedzenia przy następnym wydawnictwie. Zasłużenie wysoka ocena.

8,5/10


Steel Seal – „Redemption Denied”
grudzień 2010
Utwory:
1. Burn The Sky
2. Time Stood Still
3. Crown Of Thorns 
4. Holy Thursday
5. Victory In Black 
6. Nevermore 
7. Call To Roll 
8. Lord Of The Flies
9. Evening Star 
10. As Darkness Falls
11. Afterlude In D

DeWu