Tacere – „At World’s End” – power symfoniczne kserokopie

Tacere

Skąd może pochodzić kolejny zespół, który w swojej twórczości łączy power metal, gothic i symfoniczno-progresywne elementy? Dla ułatwienia spoglądamy na Skandynawię. Myślę, że połowa czytelników wskaże Finlandię i będzie to wskazanie trafne. Nie wiem jakim powietrzem oddychają tamtejsi mieszkańcy ale najwyraźniej zainteresowanie tymi gatunkami dostaje się z racji urodzenia. Wystarczy spojrzeć ile zespołów z tego kraju zrobiło całkiem sporą światową karierę i jak silna jest liga tych, które depczą im po piętach. Z grupą Tacere nie miałem wcześniej okazji się zapoznać i „At World’s End” to nasze pierwsze „nauszne” spotkanie. Czy udało im się przekonać mnie do swojej twórczości? O tym w części dalszej.

„At World’s End” zaczyna się podniośle i zalatuje klimatem znajomym z nagrań chociażby takiego Nightwish. Czy wypada chwalić zespół za warsztatową sprawność kiedy, pomimo całej sympatii, niczym szczególnym się nie wyróżnia? Zespół oczywiście od licznych porównań w prasie do sąsiadów z Nightwish odcina się stanowczo, co nie dziwi, każdy chce być oryginalny. Niestety porównania dokonań zarówno byłej wokalistki Heleny Haaparanty jak i aktualnie dysponującej mikrofonem Taiy R. tylko te wątpliwości mnożą, zwłaszcza, że kompozycyjnie jest to dokładnie ten sam sposób budowania utworów i o ile mogę uwierzyć, że grupę inspirują zupełnie inne zespoły to dźwięki jakie nagrali są po prostu wtórne. W czasie jak pisałem kilka powyższych zdań przeleciały mi „The Storm Inside” oraz „Absolute Power”, oba w podobnych tempach i o podobnej strukturze. Można nawet nie zwrócić uwagi, że były. Odrobina męskich wstawek paszczą, czysto śpiewająca pani, parapety od podkręcania klimatu i pompatyczności, równo przycinające gitary, odrobina symfonicznych brzmień i festiwalowe refreny to jednak dziś już za słaba recepta na sukces. Czy coś na tym wydawnictwie można policzyć na plus? Kabaretowy odrobinę wstęp do „Tears (You Don’t Know Me)”, któremu jednak w dalszej części zdecydowanie brakuje drapieżności. Wszystko co słyszę jest tak wystudiowane i przewidywalne, że aż serce krwawi. Teatralnie i bardziej balladowo robi się przy „Your Game, My Pain” czy „Without My Soul” i rzeczywiście, czuję zarówno „pain” jak i „soul”, a do tego płaczę nad wtórnością i straconym potencjałem tych numerów. No i na koniec perełka. Czy mogło zabraknąć łzawego smuta na tak przewidywalnej płycie? „The Artist”, bo o nim mowa, zaspokoi gusta każdego kto oczekuje kolejnej pieśni z plumkającym pianinem, cierpiącej pani wspomaganej przez równie cierpiącego pana, a że donikąd to nie prowadzi? A kogo to obchodzi, łzawa ballada być musi!

Ciężka jest dola fińskiego artysty, który niby się stara ale robi wszystko aby pozostać w bezpiecznych granicach i podążać wytartym już szlakiem do sławy i pieniędzy, cięższa tym bardziej kiedy trafi na podobnego mnie marudę. Z dużą przykrością mogę jedynie napisać, że żaden z umieszczonych na „At World’s End” utworów nie spowodował, że serce zaczęło bić szybciej, a ciarki przespacerowały się po plecach. Zupełny brak oryginalności, do bólu ograne kompozycje i statek z zespołem wylądował na mieliźnie. Co z tego, że to dobrzy instrumentaliści, co z tego, że produkcja na wysokim poziomie kiedy całość w żaden sposób nie jest w stanie zaintrygować, zaciekawić, a nawet z przytupywaniem nóżką są kłopoty. Następną płytę formacji już sobie podaruję i poszukam może czegoś bardziej kanciastego, źle wyprodukowanego i surowego ale zrobionego przynajmniej z pasją i szaleństwem.

3,5/10

Tacere – „At World’s End”
Lipiec 2012
Wytwórnia: –

Lista utworów:
Break Me
The Storm Inside
Absolute Power
Tears (You Don’t Know Me)
Your Game, My Pain
Let Me Go
Without My Soul
The Last Change
Downing In Myself
At World’s End
The Artist

DeWu