Tag Archives: power metal

Burning Point – „The Ignitor” – power metalowa Finlandia

Burning Point promo

Finowie z Burning Point nie są debiutantami na power metalowej scenie. Ich ostatni album „The Ignitor” kontynuuje podróże po krainie riffem i melodią płynącej, a do tego ma całkiem udaną okładkę, którą stworzył Felipe Machado Franco. Udzielał się on również przy okładkach Blind Guardian, Rhapsody Of Fire czy Iron Savior, nie zawsze udanie, miło, ze tym razem jest lepiej. Burning Point zawsze czerpali z tego co na powerowej scenie najlepsze od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a jak w związku tym prezentuje się „The Ignitor”?

Ascension – „Far Beyond The Stars” – power metal z wysp.

Ascension

Przyznam, że do zainteresowania się brytyjską grupą Ascension skusiła mnie okładka, która… niezbyt mi się podoba, delikatnie ujmując. Zanim posłuchałem nagrań wyobraźnia podsuwała  różnorodne pomysły co do muzycznej zawartości „Far Beyond The Stars”. Biorąc pod uwagę, że ostatnio trafiłem kilka udanych wydawnictw, postanowiłem zaryzykować bliższy kontakt z nieznaną wcześniej grupą. Najwyżej będę się budził z krzykiem. O tym jak skończyły się bliskie spotkania z utworami umieszczonymi na „Far Beyond The Stars” możecie poczytać niżej.

Pathfinder – „Fifth Element” – na podbój power metalowego świata!

Pathfinder_promo

Na początek dwa skojarzenia filmowe jakie pojawiły się po spojrzeniu na nazwę grupy oraz tytuł albumu. Pathfinder jest filmem z 2007 roku, w którym Wikingowie napadają na Indian, tak w wielkim skrócie, a „Fifth Element” szerzej opisywać chyba nie trzeba. Skojarzenia trafne bowiem muzyka zawarta na tej płycie ma wiele filmowego rozmachu. Po tych wszystkich niemieckich i skandynawskich symfonicznych power metalowcach przyszła pora zawitać na własne podwórko. Jeżeli ktoś z was nie znał wcześniejszych dokonań zespołu to śpieszę donieść, że „Fifth Element” jest drugą płytą Pathfinder, grupy powstałej w roku 2006 w Poznaniu. Należy też dodać, że płyta ukazała się za sprawą zagranicznego wydawcy zarówno w Europie jak i Japonii. 

At Vance – „Facing Your Enemy” – power metalowa zadyszka!

At Vance

Niemiecka grupa At Vance wydała niedawno swój dziewiąty studyjny album pod tytułem „Facing Your Enemy”. Łatwo stwierdzić, że nie są debiutantami. Na dzień dzisiejszy At Vance to właściwie zespół, którym dyryguje Olaf Lenk, jeden ze współzałożycieli. „Facing Your Enemy” jest trzecim albumem na którym za mikrofonem stoi Rick Altzi, obdarzony przyzwoitym głosem i całkiem zadziorną barwą. At Vance od lat przyzwyczajał słuchaczy do melodyjnego power metalu, który raczej nie drażni słuchacza szaleńczym galopem, wrzaskiem czy też eksperymentami. Wszystko w ich muzyce jest skrojone pod swoisty rodzaj metalu bezpiecznego i przyjemnego dla ucha. I to chyba największy zarzut jaki z miejsca mogę postawić „Facing Your Enemy”. Wszystko już słyszeliśmy wielokrotnie i o ile kiedyś mogło zaintrygować to aktualnie już tylko nuży,  pozycja grupy na niemieckojęzycznym rynku wydaje się być jednak niezagrożona.

Amberian Dawn – „Circus Black” – symfoniczny power z północy

Amberian Dawn - fot Quispiam

Finowie to jednak dziwny naród. Raz już pisałem, że symfoniczny power metal lub metalowy folk to ich eksportowa specjalność i mogę śmiało napisać to po raz kolejny za sprawą albumu „Circus Black” grupy Amberian Dawn. Jeżeli komuś mało jest Nightwish i podobnych do ich twórczości dźwięków może śmiało sięgać po dzieło Amberian Dawn. Znajdzie na „Circus Black” równie rozbudowane aranżacje, dopieszczoną produkcję, a nawet przypominającą momentami Tarję Turunen wokalistkę. Mogę też bez zdradzenia tajemnicy napisać, że Amberian Dawn śmiało czerpie garściami z twórczości bardziej utytułowanych zespołów. Nawet okładka „Circus Black” jest wyraźnym tego czerpania dowodem.

Freedom Call – „Land Of The Crimson Dawn” – kilogramy lukru na zbroi

Freedom Call - promo

Pamiętacie scenę z filmu Aleksandra Forda „Krzyżacy”, w której oddział zakonny podróżuje sobie poprzez lasy podśpiewując chóralnie „tandaradei”? Słuchając „Land Of The Crimson Dawn” niemieckiego Freedom Call mam nieodparte wrażenie, że zespół musiał to oglądać. Stężenie rycerskości, stukot kopyt, furkoczące chorągwie i zbiorowe śpiewy to istota tego wydawnictwa.