Tag Archives: recenzja płyty

Manowar – „The Lord of Steel” – zatrzymani w czasie.

Manowar - live

Amerykański zespół, który w 1980 roku założyli Joey DeMaio i Ross Friedman to heavy metalowa potęga. To najgłośniejsza metalowa grupa na świecie, co zostało zbadane przy pomocy odpowiednich urządzeń i skrupulatnie odnotowane w annałach muzycznych, a zespół równie często przypomina o tym słuchaczom i dziennikarzom. Mają w swoim dorobku 12 albumów studyjnych wliczając najnowszy, wiele kompilacji, płyt koncertowych, singli, nagrań wideo, minialbumów i sporo zmian składu ale jedno w tym zespole nie ulega zmianie, miłość do metalu i atmosfera mitów oraz fantasy, poczynając od wszelkich grafik towarzyszących grupie po sceniczną prezencję muzyków. Można śmiało zaryzykować, że widok tych panów na scenie to jak podróż do świata Conana Barbarzyńcy. O kim ten cały wstęp? Panie i panowie, Manowar wydał w czerwcu 2012 swoją kolejną płytę studyjną na którą czekaliśmy pięć lat – „The Lord of Steel”.

At Vance – „Facing Your Enemy” – power metalowa zadyszka!

At Vance

Niemiecka grupa At Vance wydała niedawno swój dziewiąty studyjny album pod tytułem „Facing Your Enemy”. Łatwo stwierdzić, że nie są debiutantami. Na dzień dzisiejszy At Vance to właściwie zespół, którym dyryguje Olaf Lenk, jeden ze współzałożycieli. „Facing Your Enemy” jest trzecim albumem na którym za mikrofonem stoi Rick Altzi, obdarzony przyzwoitym głosem i całkiem zadziorną barwą. At Vance od lat przyzwyczajał słuchaczy do melodyjnego power metalu, który raczej nie drażni słuchacza szaleńczym galopem, wrzaskiem czy też eksperymentami. Wszystko w ich muzyce jest skrojone pod swoisty rodzaj metalu bezpiecznego i przyjemnego dla ucha. I to chyba największy zarzut jaki z miejsca mogę postawić „Facing Your Enemy”. Wszystko już słyszeliśmy wielokrotnie i o ile kiedyś mogło zaintrygować to aktualnie już tylko nuży,  pozycja grupy na niemieckojęzycznym rynku wydaje się być jednak niezagrożona.

Amberian Dawn – „Circus Black” – symfoniczny power z północy

Amberian Dawn - fot Quispiam

Finowie to jednak dziwny naród. Raz już pisałem, że symfoniczny power metal lub metalowy folk to ich eksportowa specjalność i mogę śmiało napisać to po raz kolejny za sprawą albumu „Circus Black” grupy Amberian Dawn. Jeżeli komuś mało jest Nightwish i podobnych do ich twórczości dźwięków może śmiało sięgać po dzieło Amberian Dawn. Znajdzie na „Circus Black” równie rozbudowane aranżacje, dopieszczoną produkcję, a nawet przypominającą momentami Tarję Turunen wokalistkę. Mogę też bez zdradzenia tajemnicy napisać, że Amberian Dawn śmiało czerpie garściami z twórczości bardziej utytułowanych zespołów. Nawet okładka „Circus Black” jest wyraźnym tego czerpania dowodem.

Halloween – „Terrortory” – metalowi wyznawcy horroru

Halloween

Mam nadzieję, że nazwa grupy jak i okładka nikogo nie wyprowadzi na manowce. Halloween to zespół amerykański i z niemieckim Helloween łączy ich tylko tyle, że obie grupy grają metal, na szczęście każda na swój sposób. Halloween powstał w 1983 roku w Detroit, a wydany w lutym „Terrortory” to dopiero piąty album w ich dorobku. Nie rozpieszczają swoich fanów. Od samego początku twórczość zespołu to połączenie fascynacji klasycznym metalowym graniem spod znaku Alice Coopera, Kiss czy Black Sabbath z miłością do horrorów w warstwie tekstowej oraz oprawie wizualnej koncertów. Wspomnieć należy, że z powodu zamiłowania do scenicznych szaleństw i bogatej oprawy pirotechnicznej grupy nie omijały wypadki spowodowane zabawą z ogniem. Co najmniej dwukrotnie członkom zespołu udało się „zapłonąć” i to wcale nie w przenośni. Na przestrzeni niemal trzydziestu lat przez szeregi Halloween przewinęła się cała rzesza różnych muzyków lecz styl wypracowany w początkowym okresie działalności nie uległ jakimś wielkim zmianom, to wciąż solidny heavy metal z różnymi naleciałościami i zakodowaną miłością do horroru. Czy swoim piątym albumem uda im się wspiąć do pierwszej ligi? Mocno wątpię ale o tym w dalszej części tekstu.

Ejszet Zenunim – „When Lack Proper Faith” – metalowy najazd z Osielca

Ejszet Zenunim

Przyznaję, że zaintrygowała mnie nazwa zespołu. Rozwiązanie zagadki okazało się w pełni satysfakcjonujące dla metalowej grupy, serwującej mieszankę podniosłego black metalu, death, heavy i gotyckiego sosu. Ejszet Zenunim to żeński anioł rozpusty i nierządu z Kabały, jedna z czterech towarzyszek Samaela. Byłem ciekaw ile z tej rozpusty znajdę w muzyce jaką grupa przedstawiła na swojej debiutanckiej, długogrającej płycie „When Lack Proper Faith”. Ejszet Zenunim powstał w 2008 roku w Osielcu, założony przez dwóch młodych miłośników muzyki metalowej. Poszukiwania składu, pierwsze próby, koncerty, własne demo i w końcu czas na płytę. Historia jak tysiąca innych zespołów pomimo, że do etapu płyty dociera z nich niewielki procent.

Black Messiah – „The Final Journey” – ponton z viking metalem

Black_Messiah_band

Przyznam, że po ostatnich power metalowych płytach, z których wrażenia spisywałem mając mniejszą lub większą przyjemność, przyszła mi ochota na coś osadzonego w tematyce mitów, legend i dawnych bogów. W sukurs przyszedł jak zawsze niezawodny rynek niemiecki. Black Messiah powstał na początku lat dziewięćdziesiątych, a wydana właśnie płyta „The Final Journey” jest ich piątym, pełnowymiarowym dokonaniem. Styl grupy określa się jako połączenie viking, black i pagan metalu, a wszystko wsparte dodatkowo folkiem. Od nawiązań do power metalu też wcale nie uciekają. Spora mieszanka ale czy wybuchowa?