Theocracy – „As The World Bleeds” – mocno do przodu!

Theocracy

Wyżywałem się ostatnio na okładkach recenzowanych grup lecz w przypadku Theocracy nie mam takiego zamiaru. Koncepcja całkiem ciekawa, realizacja również nie pozostawia wiele do życzenia, a przyznam, że okładka „As The World Bleeds” zwraca uwagę. Po części przecież o to chodzi aby zainteresować potencjalnego słuchacza, zwłaszcza gdy nie jest wiernym fanem oczekującym z wypiekami na twarzy kolejnego albumu swoich idoli. Udało im się mnie skusić!

Theocracy powstało w 2002 roku w miejscowości Athens, leżącej w stanie Goergia. Przy całej rzeszy grup skandynawskich, niemieckich oraz holenderskich to miła odmiana. Matt Smith, który oprócz liderowania Theocracy momentami był również jedynym członkiem projektu skompletował skład i pod koniec 2011 roku uraczył słuchaczy trzecią w dorobku płytą „As The World Bleeds”. Przy wymienianiu inspiracji pojawiają się doskonale znane formacje – Iced Earth, Helloween ale również mniej oczywiste – Kansas czy Rush. Do „As The World Bleeds” podchodziłem bez żadnych oczekiwań i zostałem bardzo mile zaskoczony.

Album rozpoczyna trwający jedenaście minut „I Am” z którego Theocracy wychodzi z tarczą. Solidny dudniący bas, riffujące gitary, urozmaicona gra perkusisty i odrobinę folkowe wstawki wypadają ciekawie, a jedyne co odbiega od tego co lubię to bardzo czysty, wysoki głos wokalisty. Cóż, jedni lubią czyściutko ja wolę troszkę brudu. „I Am” jednak mi się podoba i po kilkukrotnym słuchaniu wcale nie mam go dość. W „The Master Storyteller” zdecydowanie przyśpieszają nawiązując do klasyki power metalowej i racząc nas bardzo klasycznym, melodyjnym refrenem. Nóżka przytupuje. W „Nailed” robi się jeszcze ostrzej, a numer gna do przodu jak solidny walec aby zaskoczyć klimatycznym zwolnieniem z gitarową wstawką. Wolniej robi się przy obowiązkowo rozbuchanej i pełnej lukru balladzie „The Gift of Music”. Rozpędzają się dopiero pod koniec ale nadal czuję nadmiar cukru. Nie moje klimaty ale przecież może się podobać komuś innemu. Na szczęście od cukrzycy ratują mnie takie numery jak „Hide In The Fairytale”, „30 Pieces Of Silver” czy pełen grzmiących riffów „Drown”. Kawaleryjsko i z naleciałościami wspomnianego Helloween jest podczas „Altar To The Unknown Gold” chociaż i progresywnych wycieczek nie brakuje, a także „”Light Of The World”. Zwolnień i przyśpieszeń doznamy za to przy kończącym płytę, tytułowym „As the World Bleeds”. Dziesięć utworów dobranych w sam raz. Na przesyt nie cierpiałem, niedosytu również nie czuję.

Theocracy zaskoczyło mnie bardzo przyjemnie. Muzycznie jest różnorodnie i z pomysłem. Gitary mają moc, solówki jakoś przetrwałem, taki urok gatunku, a charczący wokaliści najwyraźniej wybierają inne style i powinienem dawno przywyknąć, że będzie czysto i wysoko. Mam jednak nadzieję, że wkrótce coś mnie zadziwi albo pogrzebię w okolicach wikingów i folku. Pomimo, że „As The World Bleeds” to płyta zeszłoroczna w pełni zasługuje na to aby zainteresowali się nią fani power metalowych galopad. Dostarcza zarówno niezłych kompozycji jak i unika nadmiernej sztampy tak często występującej u konkurencji.

8,5/10

Theocracy – „As The World Bleeds”
Listopad 2011
Wytwórnia: Ulterium Records

 1. I AM
 2. The Master Storyteller
 3. Nailed
 4. Hide In The Fairytale
 5. The Gift of Music
 6. 30 Pieces of Silver
 7. Drown
 8. Altar to the Unknown God
 9. Light of the World
10. As the World Bleeds

Zdecydowanie mój faworyt z płyty „As The World Bleeds”

DeWu