Tyr – „The Lay Of Thrym” – wikingowie w folk-metalowym natarciu.

Tyr - fot. Kristfrid Tyril - www.nord.fo

Istniejąca od 1998 roku grupa Tyr ma swoich wiernych fanów i systematycznie raczy ich nowymi płytami. Muzyka zespołu określana jest jako połączenie folk metalu, heavy metalu i elementów power metalu, a grupa bywa również umieszczana, w przegródce viking metal. Nie bez powodu. Tyr pochodzi z Wysp Owczych i kontynuuje muzyczne tradycje dawnych wikińskich żeglarzy we współczesnej formie. „The Lay of Thrym” to szósta duża płyta, na której kolejny raz spotyka się tradycja wikingów, folkowa melodyka, chóralne zaśpiewy, bojowe pieśni i mieszanka angielskiego i fraerskiego, rodzimego dialektu mieszkańców Wysp Owczych. Grupa z powodzeniem koncertowała już w naszym kraju, a mam nadzieję, że z promocją „The Lay of Thrym” zawita kolejny raz.

Na wstępie odrobina nordyckiej mitologii. Tyr to jeden z głównych bogów z dynastii Azów. Bóg wojny, walki i siły do tego honorowy i sprawiedliwy, zwany bywa również „jednorękim”. To właśnie on odważył się włożyć dłoń w paszczę Fenrira, podczas schwytania go przez bogów. Wilk pozwolił sobie nałożyć sieć tylko pod warunkiem, że jeden z bogów będzie trzymał rękę w jego szczękach, a gdy odkrył pułapkę, odgryzł ją Tyrowi. Występujący w tytule płyty Thrym, to złowrogi olbrzym odpowiadający za kradzież Mjollnira, młota boga Thora. Sami widzicie, że mitologia wylewa się z wydawnictw Tyr niczym piwo z beczek.

„The Lay Of Thrym” rozpoczyna mocny, podniosły „Flames Of The Free”, z grzmiącą perkusją i wysokimi, chóralnymi zaśpiewami. O ile sam utwór nie powala mnie na kolana to na uznanie zasługują partie wokalne za które odpowiedzialny jest Heri Joensen.  Nie czaruje nas żadnymi ornamentami, nie wyciąga górnego „c” i nie popiskuje jak niektóre myszy. To wikingowie i wypada zachrypieć. Co również warte podkreślenia, grupa to cztery osoby z bardzo klasycznym rockowym instrumentarium. Tylko gitary, bas i perkusja, a wszystkie folkowe nawiązania nie biorą się z używania tradycyjnych instrumentów lecz budowy ich kompozycji. Sprawnie udowadniają uniwersalność muzyki. „Take Your Tyrant” to świetne zawołanie do boju, które tylko podkreślają poszczególne elementy. Pięści same idą w górę a i skandować się da z zespołem. „Evening Star” jest balladą, lecz o łzawości i plumkaniu w przypadku Tyr nie ma mowy. Ballada surowa, a po dłuższym wstępie dudniąca jak rytm wybijany na okrętach podczas bitwy. „Hall Of Freedom” to już galop, a folkowe śpiewy i podniosły klimat zagrzewają do walki. „Fields Of The Fallen” trzyma ten bojowy rozpęd. W „Elindur Bondi A Jadri” mamy w roli głównej fraerski i szkoda, że grupa nie przesuwa ciężaru na śpiew właśnie w tym języku, doskonale sprawdza się w tej konwencji. Kompozycja od której nazwę  otrzymała cała płyta, czyli „The Lay of Thrym”, rozpoczyna się dłuższym wprowadzeniem w klimat z ciekawą gitarowo folkową zagrywką i głębokim, ciepłym bębnem aby potem popędzić galopem. Dosłownie. Perkusista galopuje jak szalony, gitary tną jak miecze i topory, a w refrenie mamy pod dostatkiem mitycznego patosu.

„The Lay Of Thrym” Nie jest płytą idealną, ale nie jest też płytą złą. Grupa z konsekwencją realizuje swoją wizję folk metalu z dodatkiem power i heavy. Nie kombinują z używaniem dodatkowego instrumentarium,  a kompozycje są w większości proste. Gitarzyści również nie przesadzają z długością solówek i wyścigów nadmiernych nie ma. Dla mnie to akurat zaleta. Nie do końca trafia do mnie jednak produkcja. Jak na wikińskie dźwięki widzę tam więcej miejsca dla brudu i niższych brzmień, ale to już indywidualne gusta, które najwyraźniej nie idą w parze z gustem muzyków. Oceniam nowe dzieło Tyr jako solidną robotę, której słucha się bez zgrzytów i nawet z przyjemnością.

7,5/10


Tyr – „The Lay of Thrym”
maj 2011
Wydawca: Napalm Records

Utwory:
1. Flames of the Free
2. Shadow of the Swastika
3. Take Your Tyrant
4. Evening Star
5. Hall of Freedom
6. Fields of the Fallen
7. Konning Hans
8. Ellindur Bondi a Jadri
9. Nine Words of Lore
10. The Lay of Thrym

DeWu