U.D.O. – „Steelhammer” – kolejna porcja heavy metalu

UDO

Udo Dirkschneider znany jest z dokonań w zespole Accept z którym rozstawał się dwukrotnie, a od 1987 roku działa na heavy metalowym poletku z grupą U.D.O. Wydany w maju czternasty album „Steelhammer” to kolejna porcja riffów i charakterystycznego „żabienia” w wydaniu dziarskiego, starszego pana. Accept i U.D.O. mają w naszym kraju sporo fanów i systematycznie wpadają na koncerty, a „Steelhammer” pomimo, że nie wnosi nic nowego z pewnością przypadnie im do gustu. Do zainteresowania tym wydawnictwem skłonił mnie Meynard Keenan, który ostatnio ze swoim projektem Puscifer nagrał cover Accept „Balls to the Wall”. Cover jest zacny i przez niego sięgnąłem po „Steelhammer”

Za całość materiału umieszczonego na „Steelhammer” odpowiadają panowie: Dirkschneider i basista Fitty Wienhold. Nowością w składzie są gitarzyści, Andrey Smirnov i Kasperi Heikkinen lecz o jakiejkolwiek muzycznej zmianie nie ma co marzyć. U.D.O łoi swój niemiecki, heavy metalowy styl od lat osiemdziesiątych i to w takim klimacie czuje się najlepiej.

Udo Dirkschneider ma wyjątkowy talent do układania hymnów, które znakomicie dają się wywrzeszczeć na koncertach. Nie inaczej jest na „Steelhammer”, wystarczy posłuchać „Metal Machine”, „Death Ride”, „Timekeeper” czy tytułowego „Steelhammer”. Machanie łbem i strzelające ku niebu pięści to będzie częsty widok. Przyznam jednak, że mnie do bólu zębów doprowadza wokalna maniera artysty. Momentami czuć, że wysila się okrutnie, a wychodzi z tego Kermit-żaba i parodia. Zupełnie nie rozumiem po co na tym wydawnictwie znalazła się pianinkowa ballada „Heavy Rain”, która nie dość, że kompletnie dewastuje nastrój to jeszcze Udo śpiewa normalnie i wypada słabo. Drugim numerem, który odstaje klimatem od pozostałych jest „Book of Faith”. Bez obaw, tutaj jest metalowo jednak inaczej niż muzycy zdążyli przyzwyczaić słuchaczy. Kompozycja nieco wolniejsza, rozbudowana, operująca nastrojem i progresją bardziej niż power, heavy, Judas Priest i innymi kanonami gatunku. Jak już przy kanonach jesteśmy to ładnie i klasycznie wypada power metalowa galopada w „Death Ride”. Z ciekawostek wypada wspomnieć o utworze „Basta Ya”, w którym również galopuje kawaleria albo teutońscy rycerze wracający spod Grunwaldu ale wykonany jest w języku dalekim od anglosaskiego i niczym szczególnym więcej się nie wyróżnia. Śmiało można sobie było darować albo grać na koncertach jak już fani wchłoną odpowiednio dużo trunków. Skoro zacząłem marudzić to skrytykuję jeszcze festiwalową kompozycję „When Love Becomes a Lie”. Słodziaki i Kermit próbują kwadratowe, niemieckie granie połączyć z pudel metalem.

Dla fanów i tych którym metal skończył się w latach osiemdziesiątych jest to kolejna płyta U.D.O. z muzyką do jakiej się przyzwyczaili i jej zawartość raczej przypadnie do gustu. Poszukiwacze nowych brzmień, eksperymentów czy też czegokolwiek więcej niż przewidywalny niemiecki metalowy folklor mogą sobie darować. Kompozycje na „Steelhammer” niestety są słabe i nawet pomimo tego, że przy kilku da się potupać rytmicznie to nic nie zostaje w pamięci. Udo Dirkschneider ma 61 lat i fajnie, że chce mu się nadal nagrywać płyty ale na dzień dzisiejszy swoich dawnych dokonań nowym albumem nie przeskoczył.

4/10

 

U.D.O. – „Steelhammer”

Maj 2013

Wytwórnia: AFM Records

 

Lista utworów:  Steelhammer ,  A Cry Of A Nation,  Metal Machine, Basta Ya,  Heavy Rain, Devil’s Bite, Death Ride, King Of Mean, Timekeeper,  Never Cross My Way, Take My Medicine, Stay True, When Love Becomes A Lie

 

DeWu