Wojownicy z tarczą – czyli krótko o roku 2012 na power-metal.pl

podsumowanie 2012 power metal

Wszyscy już chyba podsumowali muzyczne dokonania płytowe z roku 2012, a ja jak zwykle spóźniony. Nie ma jednak tego złego, bo przesiadując godzinami w pracy miałem sporo czasu aby sobie poukładać wrażenia i przemyśleć ten wpis. Wybór jakiego dokonałem poniżej to zupełnie prywatna opinia, z którą nikt nie ma obowiązku się zgadzać. Jako podstawa dokonanego poniżej wyboru posłużyło mi proste kryterium. Jakie wydawnictwa wydane w ubiegłym roku, a recenzowane na power-metal.pl zdołały do dnia dzisiejszego powrócić do odtwarzacza czyli, krótko pisząc, czy od nowego roku słuchałem którejkolwiek z tych płyt. Jak słuchałem to znaczy, że coś w nich nadal mi się podoba i dobrze, a być może zweryfikowałem o kimś opinię? Jeżeli jesteście ciekawi to zapraszam dalej.

Płyt ukazało się w 2012 roku tak wiele, że chyba nikt nie ma na tyle czasu aby wysłuchać wszystkich. Dokonany wybór ogranicza się siłą rzeczy tylko do płyt zrecenzowanych w roku 2012 na power-metal.pl a i tak wcale nie był łatwy.

Moje power metalowe podsumowanie roku 2012 bezdyskusyjnie wygrywają poznaniacy z Pathfinder i ich płyta „Fifth Element”. Zaskoczyli mnie, sponiewierali i pomimo, że raczej nie należę do wielkich entuzjastów symfonicznych brzmień oraz patosu to ta płyta dawkuje wspomniane elementy w formie tak ciekawej i udanej, że chylę czoła i życzę samych sukcesów.

„Gromkie zaśpiewy, nośne refreny i muzyczny kunszt są naprawdę najwyższej próby. Rycerstwo, dzikie plemiona, szarże przez pagórki i pola, przemykający lasem łucznicy, a może statki kosmiczne i odległe galaktyki?” – cała recenzja tutaj -> http://power-metal.pl/pathfinder-fifth-element-na-podboj-power-metalowego-swiata/#more-347

 

Manowar jaki jest to chyba każdy fan metalowych łańcuchów i zgrzytającej rdzy dawno już wie. Wydana w zeszłym roku płyta „The Lord of Steel” nic w tej materii nie zmieni i podejrzewam, że samym muzykom też o żadne zmiany nie chodziło. Robią to co kochają tak jak dzisiaj najlepiej potrafią, a swoje niepodważalne zasługi dla długowłosej braci maja zapewnione przez wieloletnie, często znakomite, dokonania. Nadal zdarza mi się wrzucić sobie „The Lord of Steel” i przytupywać, a chyba przecież o to w tym wszystkim chodzi.

„To wciąż ten sam metal, pełen wojowników, honoru, wojny i bohaterów roztrzaskujących czerepy wrogów przy użyciu różnorodnych narzędzi tnąco-miażdżących i bardzo dobrze bo gdyby nagle przyszła im ochota na progresywne post-metalowe wycieczki poczułbym się zagubiony jak Wiking we mgle.”
Cała recenzja tutaj -> http://power-metal.pl/manowar-the-lord-of-steel-zatrzymani-w-czasie/#more-353

 

Fiński Burning Point i ich „The Ignitor”. Przyznaję, że sam jestem nieco zaskoczony miejscem na jakie wskoczyli panowie z Burning Point ale cóż, prawda jest taka, że słuchałem tej płyty nawet całkiem niedawno i zęby mnie nie bolały, a skoro do czegoś wracam to biorąc pod uwagę założenie przyjęte we wstępie należy im się miejsce na tej liście. Myślę, że Burning Point stać na więcej.

„Zawodzą odrobinę kompozycje. Nie oczekiwałem jakiegoś przełomu ani odkrywania nowych szlaków, bo już wcześniej zespól nie miał takich ambicji jednak moim zdaniem lepiej wypadają w power metalowych galopadach niż dość monotonnych heavy metalowych hymnach, których o jakieś dwa jest na tej płycie za dużo. „

Cała recenzja tutaj -> http://power-metal.pl/burning-point-the-ignitor-power-metalowa-finlandia/#more-364

 

DeWu