Yggdrasil – „Irbloss” – mocna mieszanka folku, wikingów i metalu.

yggdrasil-band

Yggdrasil w mitologii nordyckiej to potężny jesion, w konarach którego znajdują się światy –  Asgard, Midgard, Utgard czy też Hel. Jest również domem dla swoich mitycznych mieszkańców. Każdy domyślił się już pewnie, że płyta „Irbloss” i zespół Yggdrasil pochodzi ze Skandynawii, a zawartość krążka to mity, wikingowie oraz folklor wsparte współczesną muzyką metalową. Jak spoglądam na dokonania mieszkańców północy wygląda na to, że poza Abbą, Roxette i A-ha, cała reszta fascynuje się metalem i jego wszelkimi odmianami.

Yggdrasil pochodzi ze Szwecji i na muzycznym rynku działa już od dziesięciu lat, a „Irbloss” jest ich trzecim albumem. Jak sami piszą o sobie muzycy, fascynuje ich tradycyjny północny folklor, black metal i heavy metal, a co wynika z tego połączenia każdy może sprawdzić. Grupa udostępnia do posłuchania swoje utwory tutaj – gmmusic.se

Muzyczna oferta Yggdrasil znakomicie przedstawia się już w pierwszym na płycie – „Hostmorkets Natt”. Ludowe instrumenty, ostre metalowe riffowanie, dudniąca perkusja i czysty śpiew przetykany wrzaskami. Dla formalności dodam, że całe wydawnictwo zaśpiewane zostało w lokalnym narzeczu muzyków i wobec tego większość z nas nic nie zrozumie. Pozostaje tylko wsłuchać się w melodię słów. Cechą, która dodatkowo rzuca się w uszy jest poważne podejście. Yggdrasil nie gra radosnego i skocznego folku. Dużo tu mroku, szeptów, tajemnicy, podniosłości. „Bertagen” to jeden z najszybszych fragmentów płyty, pomimo iż perkusista w większości gra szybko i ozdabia swoje bębnienie licznymi przejściami oraz łamańcami to reszta grupy robi wolne, czasem nawet lejące się tło. Liczne żeńskie i męskie chóralne, podniosłe zaśpiewy w średniowiecznych barwach, kontrastują ze skrzeczeniem. Słuchając w spokoju otrzymujemy niemal namacalne uczestnictwo w tajemniczym obrzędzie. Warto wyróżnić „Skaldefader” z podniosłym i niezwykłym średniowiecznym początkiem. Gdy wchodzą gitary oraz ludowe instrumenty robi się naprawdę bardzo mrocznie i ciężko. Skrzeczący wokalista snuje swoją opowieść, a nam dreszcze wędrują po krzyżu. Bardzo dobry numer. Tytułowy „Irbloss” ma w sobie dużo folkowej melodii lecz została ona tak opakowana ciężkimi dźwiękami, że wesoło nie będzie. „Uppakra” w znakomity sposób łączy niesamowite, szybkie bębnienie z powolnymi i podniosłymi śpiewami i charczeniem. Ściana dźwięku robi się momentami namacalna. Płytę kończy „Kungabal”. Ballada z ludowymi instrumentami i czystym kobiecym śpiewem w końcówce wspomaganym przez kolegę. Jest jeszcze dziwniej po tych wszystkich smolistych, wcześniejszych numerach.

Nie każdemu spodoba się ta muzyczna oferta grupy. Pojawią się pewnie porównania do Bathory lub Otyg ale Yggdrasil nie kopiuje, a inspiracja rzeczą złą nie jest, zwłaszcza gdy daje tak dobre efekty.
„Irbloss” znakomicie nadaje się na jesienne wieczory i mroźne zimowe noce, ale jeżeli łatwo poddamy się nastrojowi to depresja gotowa. Może dlatego wypuścili płytę wiosną? Po pierwszym kontakcie miałem mieszane uczucia, po drugim byłem zaintrygowany, a po trzecim wessał mnie ten klimat jak bagno. Bardzo wyrazista, mocna płyta dla jednych i bardzo ponura i niezrozumiała dla drugich. Każdy niech oceni sam.

8,5/10


Yggdrasil – „Irbloss”
Kwiecień 2011
Wydawca: Grandmaster Music

Utwory:
1. Hostmorkrets Natt
2. Bergtagen
3. Skaldefader
4. Irrbloss
5. Tokikvad
6. Norrland
7. Uppakra
8. Kungabal

DeWu